Back to... i walka z nowym szablonem ;)

Back to... i walka z nowym szablonem ;)

poniedziałek, 23 marca 2009 00:40:49
Znowu przerwa była. Długa dość, jednak nie przynosząca jakichś konkretnych, szałowych zmian.

Zauważyłam, że portal się cuś zmienił, więc ja tez w te pędy dawaj zmieniam szablon. Tyle tylko, że ja to noga kompletna w te klocki i oprócz skopiowania gotowego szablonu nie potrafię nic innego zrobić. Gdzieś mi notki się zapodziały. To na forum mi jakaś życzliwa osóbka podała gotowe rozwiązanie (za co ogromnie jestem wdzięczna).

Teraz się okazuje, że jak zechcę sobie poprzeglądać stare komentarze na przykład, to mi się włącza stary szablon. I masz babo placek! Nie mam już siły kombinować, ani zawracać głowy poczciwym ludziom. Jakoś to przeżyję chyba ;)
Cóż mi te niedogodności, skoro życie narzeczeńskie kwitnie i brylant pięknie połyskuje na mym palcu;P
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Zdradzone ideały...:)

Zdradzone ideały...:)

czwartek, 28 sierpnia 2008 23:45:22
Jest już ciemno, ale wszystko jedno...
Mam nadzieję, ale głupia jestem, że ją mam (rany, jak ja nie znoszę tej piosenki!)

Pomalowałam sobie paznokcie. Błyszczą teraz ciężkim Cabernet Sauvignon i zastanawiam się, czy taki kolor będzie odpowiedni w dniu sakramentalnego "tak"... Głupie to.

Nigdy nie przypuszczałam, że jak krowa owczym pędem popłynę z falą masowych zaręczyn i ślubów. Przecież na 15 urodziny obiecałam sobie, że nigdy nie wyjdę za mąż. Nigdy! Że zawsze będę wolna, niezależna a z mężczyznami połączy mnie jedynie tymczasowe spełnianie moich potrzeb (jakiekolwiek by one nie były). Bądź co bądź, sama opony w samochodzie przecież nie wymienię, a żeby się mleka napić, to wcale nie trzeba od razu krowy kupować.

Zawiodłam się na sobie i to bardzo. Jak można tak zdradzić swoje ideały!?

Cóż. Nic na to nie poradzę, że teraz, przeglądając katalogi z obrączkami i pierścionkami zaręczynowymi, na zmianę z sukniami ślubnymi i welonami, stwierdzam (zresztą mało oryginalnie), że jednak lepszy będzie francuski manicure...
I dyskretnie podsuwam te katalogi mojemu T. Mądry jest, to się domyśli... Ja tymczasem z niecierpliwością czekam na czerwone pudełeczko i zastanawiam sie nad listą gości;P

Ach!
"Życia nie wolno tracić! Życie jest po to, by kochać się...:D" (Maanam)
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

No i kuniec wakacji:)

No i kuniec wakacji:)

piątek, 1 sierpnia 2008 00:31:13
Taaaa. I'm back!;) I tak krótko to trwało. Ale cóż. Każdy na swój sposób odreagowuje to, co go boli...

Ojj, sponiewierałam się i zhańbiłam lenistwem totalnym. Alkoholem trochę też, ale jednak nic tak nie robi dobrze, jak robienie nic. Przewoziłam tylko swoje szacowne 4 litery z miejsca na miejsce, z północy na południe (i z powrotem), z zachodu na wschód (i z powrotem) i miesiąc jakoś wyparował:)

I kiedy człowiek jest już tak doszczętnie wyzuty z jakichkolwiek myśli, problemów itp, itd, to aż sam się rwie do zapełniania tej pustki na nowo. Jakoś tak to jest skonstruowane, że trzeba wyrzucić bagaż doświadczeń przez okno, złapać trochę oddechu, przestrzeni, dystansu i odświeżyć ten cały kram.

Wiadomo. Jak sie nie sprząta na bieżąco, to potem pewne priorytety i wartości się trochę poprzestawiają. Pewne wspomnienia i uczucia tak się zakurzą, że z trudem można je rozróżnić. Inne natomiast walają się niepotrzebne pod nogami i nie wiadomo gdzie je upchać...

Ale ja już wróciłam! Pełna sił jestem i zapału do działania. Remanent i wielkie sprzątanie czas zacząć!:)

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Sesja, ach ta sesja...

Sesja, ach ta sesja...

piątek, 20 czerwca 2008 03:28:25
Czasu brak. Nerwy skołatane mam. Średnia snu- 3 godziny na dobę. Hektolitry kawy oraz wszelkiego rodzaju "suplementy diety" zadziwiająco dobrze utrzymują mnie w stanie względnej używalności. Życie towarzyskie umarło dawno temu... Zaraz! To ja miałam jakieś życie towarzyskie?!

Patrzcie no! Jak się człowiek wysili, to jakie rzeczy może sobie przypomnieć!;P Naprawdę fascynujące to jest. Gdybym nie musiała wychodzić co jakiś czas na egzaminy, to nie wiedziałabym nawet jaki jest dzień, ani jaka pogoda (przez okno się nie liczy;P)

Nie, no generalnie, trzeba to przyznać szczerze, zmienić tryb życia tak o 180 stopni, to czasem jest naprawdę interesujące doświadczenie.
Pojęcia nie mam, co się dzieje na świecie, wieki całe dłonie moje nie zaznały manicure'u (nie wspominając już o pełnym makijażu na twarzy), noce są niczym dni, efektywność pod wpływem stresu, spowodowanego brakiem czasu działa na najwyższych obrotach(co niestety ma ujemny skutek na cerę) Od tego durnego języka w kodeksach nie potrafię się nawet wysłowić w normalnej rozmowie i... cóż... nie bójmy się tego określenia- jestem "trolem":/
Do końca czerwca niestety pozostawać będę w stanie takiego totalnego "trolostwa";)

Tak. Sesja kochane dzieci. Tylko sesja może Wam zapewnić takie rozrywki. Naprawdę, gorąco polecam;P
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Yhm...

Yhm...

niedziela, 8 czerwca 2008 03:29:59
Kawa niedopita, poranek zapada, notatki żyją swoim życiem, a wiedza nijak nie chce wleźć na swoje miejsce. Dziś pusto w głowie, jutro w głowie pusto tyż;P
Taki mały psikus. W sam raz na początek sesji.
Yhm... Jest cudnie;)
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Taki nędzny los

Taki nędzny los

piątek, 25 kwietnia 2008 21:27:26
Życie to czasami potrafi przygnieść. Wszystko pięknie, wszystko ładnie, wszystko idzie jak po maśle. A tu nagle okazuje się, że kromka zbyt cienka, chleb sie wykrusza i na czym to ja niby mam to masło smarować? Niby nic wielkiego, ale jak potrafi życie uprzykrzyć!

Okazuje się, że nawet piękna, wykształcona i inteligentna kobieta może zachować się jak ostatnia chamka. Znowu niby nic wielkiego, ale proste życiowe sprawy, tylko z pozoru są proste. Okazuje się, że osoba, która śmie nazywać się przyjacielem (bardzo nie lubię używać tego słowa, ale niestety nie ma w naszym języku sformułowania określającego zażyłą znajomość, które jednak nie byłoby tak patetyczne) zapomni nawet o elementarnych zasadach dobrego wychowania, nie uszanuje twojej prywatności, twojego czasu i bez żadnego zażenowania wciągnie w tak niezręczną sytuację, że aż żal patrzeć!

Cóż, wszyscy stąpamy po niepewnym gruncie. Niby razem, niby trzymamy się za ręce i podtrzymujemy nawzajem, a jednak deseczki bardzo niepewnie chyboczą sie pod stopami. Wydaje ci się, że kogoś znasz wiele lat, a jedyne co możesz o nim powiedzieć ze 100% pewnością, to chyba tylko to, że też umrze. I co w takiej sytuacji robić? Trzymać równowagę, tak by samemu się nie stoczyć, czy cały czas trzymać sie w objęciach?

"Wśród małych ludzi musisz żyć. Musisz kłamstwem karmić ich (tak jak oni to robią) (...) Taki nędzny zgotowali nam los...
Rzuć pod nogi im ten ciężar i wygarnij im, co w sercu masz!"

A wtedy zostaniesz sam...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Bez happy end'u?

Bez happy end'u?

wtorek, 15 kwietnia 2008 17:42:19
Wszystko się zmienia. Sama. We własnym mieszkaniu. Z nim. Niezależna? Skądże! Przywiązana niewidzialną, toksyczno-emocjonalną nicią do mamy, a niewidzialną, tylko emocjonalna nicią do niego...

Chciałabym się od niej uwolnić, ale nie potrafię. Nie mogę po prostu. Ona jest taka słaba. Życie ją osłabia. Żadnych przyjemności. Same obowiązki, zadania i plany. Nie potrafi odpuścić i odpocząć. Musi być perfekcyjna. Boi się rozczarowania, więc na wszelki wypadek zakłada niepowodzenie. Nawet gdy coś się jej powiedzie, ona tego nie zauważy, bo cały czas jest przygotowana na porażkę... Dlatego właśnie jest nieszczęśliwa. Nieszczęśliwa mimo rodzinnego i zawodowo-finansowego sukcesu...

I tu właśnie się różnimy. I odczuwam wyrzuty sumienia z tego powodu. Ona musi wszystko wiedzieć. Musi nad wszystkim panować, wszystko kontrolować. Tylko że nad swoim szczęściem nie potrafi zapanować...
Wymusza we mnie poczucie winy, że nie martwię sie tak jak ona. I ja czuję się winna, dlatego, że właśnie nie czuję się winna...

Nie ma w tym sensu i pewnie nie będzie, bo ani ona się nie zmieni, ani ja tego nie zrobię. Może i niesłusznie, ale to już zweryfikuje życie.

Szkoda tylko, że mimo całej, ogromnej miłości, którą do niej żywię, podświadomie jej unikam. A raczej konfrontacji naszych osobowości. W rozmowach skupiamy się już tylko na banałach, na prostej codzienności i przyziemnych sprawach. Boję się, że kiedy zaczniemy szczerze rozmawiać, ona znowu sie rozpłacze nad swoją niespełnioną miłością, nad zmarnowanym przez dom i pracę życiem, nad szczęściem poświęconym dla rodziny i świętości sakramentalnego "na dobre i na złe..." A kiedy sie rozpłacze, ja nie będę wiedziała, co jej powiedzieć, nie będę umiała jej pomóc...

Wiem, że jesteśmy jej jedyną radością w życiu, ale nic nie poradzę, że uciekamy z domu, gdzie od dawna już nie ma miłości. Właściwie, to czuję się niezręcznie nieprzyzwoicie, że jestem szczęśliwa. Czy to jakaś genetyczna choroba, że w mojej świadomości istnieją tylko nieudane małżeństwa? Nie chcę tego dla siebie! Nie chcę tego dla nikogo...

Jestem naiwna, że myślę, że może być inaczej? Że wierzę w miłość, wierność i uczciwość? Że mu wierzę? Pewnie jestem, ale póki co się nie zawiodłam...

A jeśli kiedyś się tak stanie, poświęcę się dzieciom i nie złamię małżeńskiej przysięgi. Zajmę się budową a potem urządzaniem domu, który wyssie ze mnie resztki sił witalnych i będę nieszczęśliwa w oczekiwaniu na wnuki, które będą ostatnimi istotami, będącymi w stanie mnie uratować...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Armagedon!

Armagedon!

środa, 9 kwietnia 2008 01:48:24
No Armagedon jak nic, boo... nie ma nic. Tzn, tylko prądu nie ma, ale jak prądu nie ma, to wiadomo, że nic nie ma. A jak jeszcze tego prądu nie ma na taką skalę, to już w ogóle wielkie NIC i czarna rozpacz generalnie...

Egzamin miał być. Nawet sie uczyłam. Od 3a.m. przy latarce, ale sie uczyłam. Potem, dla odstresowania miało być kino i miła kolacja. Oczywiście wymarzyłam sobie także przecudną, wiosenną pogodę i romantyczny spacer...

A tu film grozy, najgorszego gatunku! Terrorystyczny atak śniegu, śniegu z deszczem, wiatru i Bóg wie, czego jeszcze! Jestem pewna, że pogodynka maczała w tym palce... To powoduje mega awarię w elektrowni, która zagraża bezpieczeństwu energetycznemu całego województwa! Czyżby znowu Rosjanie...? Nie ma światła, prądu, ogrzewania i wody! Nie jeżdżą tramwaje ani pociągi! Nie działają telefony stacjonarne ani komórkowe. Stanęły największe przedsiębiorstwa, Stocznia, Zakłady Chemiczne! Nie działają banki ani inne instytucje! Pozamykane są sklepy i supermarkety! W szkołach odwołane są wszystkie zajęcia! Ludzie są odcięci od siebie! Ci, którzy postanowili wyjść z domów, utknęli gdzieś z zaspach śniegu i błota i nie mogą się nawet skontaktować z najbliższymi! Brak sygnalizacji świetlnej powoduje drogową samowolkę, którą opanować stara się policja i żandarmeria wojskowa! Koniec świata...

A myślałam, że tego typu przeboje to tylko Hollywódzkich produkcjach się zdarzają;P
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Małe, codzienne rozstania :)

Małe, codzienne rozstania :)

piątek, 4 kwietnia 2008 10:35:54
Obudziłam się później niż zwykle. W domu już pusto, w radio była muzyka. Najpierw zdjęłam koszulę, potem trochę tańczyłam i przez chwilę się czułam, jak dziewczyna "Świerszczyka"...

Ten z mego łóżka, co mym mężem ma zostać, stanął mi w głowie i mym myślom się przyglądał. Pomyślałam: to dla Ciebie ta rewia. Choć zobaczysz ją w innych okolicznościach...

Lubię gdy przed wyjściem mówisz do mnie: czekaj na mnie. Chociaż nie żegnam się na długo. Małe rozstania mój kochany, zwykła codzienność nic wielkiego. Jeszcze jeden pocałunek, jeszcze jeden uśmiech na drogę. Lubię gdy mówisz do mnie: czekaj na mnie. Jest w tym niepokój o człowieka, i że potrzebna jestem komuś. Dlatego czekać będę w domu... :)
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Urodzinki...:)

Urodzinki...:)

środa, 26 marca 2008 10:26:00
Ponoć urodziny dobrze nam służą. Dane statystyczne dowodzą, że ludzie, którzy świętują najwięcej swoich urodzin, żyją najdłużej. Co racja, to racja, a "mojemu staremu" stuknęło wczoraj... no sporo wiosen. Stary już jest ten "mój stary T";P

Ludziom przybywa lat, a świat ciągle taki sam jest. Zmieniam się ja, zmienia się "mój stary T.", inni ludzie sie zmieniają. Wszyscy naprzód, ale każdy w swoją stronę. Ścieżki niektórych tak od siebie odbiegną, że w ogóle o sobie zapomną. Inni w ogóle się nie spotkają. A jeszcze inni wybiorą te samą trasę. Aż w końcu wszyscy dobiegną do swojego celu, odwrócą sie i spojrzą wstecz na swoje życie.

I ja odbędę taką podróż sentymentalną.

Stoję więc znowu w przykrótkich spodniach. Trzymam kapsle w kolorowych foliach. Każdy trzepak to inna historia... Liczę okna w bloku i moja głowa jest wolna. Tak, głowa jest wolna...

Ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie dziś. Dziś jeszcze, tak jak cała reszta gnam na złamanie karku. Spokojnie. Nie złamie się, bo giętki jest ludzki kręgosłup moralny. Choć staram się godzić Serce z Rozumem, to niestety każde z nich rządzi się swoimi prawami, nie dopuszczając możliwości kompromisu. Przynajmniej nie takiego, jaki akceptowałaby druga strona.

I tak raz się kocha, raz nienawidzi. Raz się wie wszystko, raz niczego nie rozumie. Ja również, jak na stuprocentową kobietę przystało- całe życie niezdecydowana. Niestety żyje w świecie dobrobytu, gdzie możliwości jest pod dostatkiem. Konieczność uwolniłaby mnie od przekleństwa wybory, a tak...?

No więc stoję i głupieję w tym wielkim supermarkecie przed regałem na dziale: "mężczyźni", "szkoła", "praca", "czas wolny"... Czy z okazji urodzin "mojego starego, kochanego T." mogę wybrać to, co chcę?
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ach ta Róża...!

Ach ta Róża...!

wtorek, 18 marca 2008 19:20:10
Róża jej było na imię. Smukła była, z ciemnymi, lśniącymi włosami i alabastrową cerą. Zawsze w eleganckich szpilkach, zawsze w luksusowych strojach światowych projektantów, zawsze z czerwoną szminka na ustach. Poruszała się z wielka gracją, niezwykle uwodzicielsko...

Jednym słowem, była piękna i nikt nie potrafił przejść obok niej obojętnie. Z tym, że mężczyźni ją uwielbiali a kobiety nienawidziły, co jest chyba w pełni zrozumiałe.

Pomimo młodego wieku, miała wszystko, o czym można tylko marzyć. Nie brakowało jej absolutnie niczego. To znaczy prawie niczego. Brakowało jej tylko... No właśnie...
Ale na to miała jeszcze czas. Przecież młoda była, piękna, majętna i inteligentna.
"Kiedyś znajdę na to czas" -myślała.

Tymczasem była sobota wieczór, a ona spieszyła sie do pracy. Ubrana jak zwykle w seksowną, koronkową bieliznę, seksowną małą-czarną, seksowne pończochy... Wszystko miała seksowne, nawet lakier do paznokci był seksowny. Przeciągnęła jeszcze tylko usta purpurową pomadką, spryskała swoimi sprawdzonymi, tak zmysłowymi perfumami. Zamknęła dom na klucz i wybiegła do czekającego już czarnego Mercedes'a, pozostawiając swój uwodzicielski zapach w powietrzu.

Po drodze minęła jeszcze starsze, ale bardzo zacne małżeństwo z sąsiedztwa, które wracało właśnie z wieczornego spaceru.
-Dobry wieczór
-Dobry wieczór...

On, spojżywszy na swą poczciwą małżonkę, nawet nie śmiał się obejrzeć za Różą. Westchnął tylko i z ckliwą tęsknotą wspomniał tamte chwile...
"Ach ta Róża... Wciąż tak pięknie pachnie...!" -pomyślał.
A Róża, po prostu i zwyczajnie, wciąż pachnie zawodowo...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Czyli, że... Maj?

Czyli, że... Maj?

sobota, 15 marca 2008 19:06:41
"Kate! You look like sunshine dust!" Ohh, how I've dreamt of hearing words like those...:)

No właśnie!:D Zwariowałam! Wiosna przyszła niespodziewanie i po prostu zwariowałam! Mimo, że powietrze nadal rześkie, mroźne i z lekką nutką szronu, to drzewa coraz mniej gołe i trawa jakby zieleńsza. Słońce, które coraz częściej się pokazuje maluje szare bloki i ludzkie twarze w zupełnie inne kolory...

Odczuwalny jest już wszędobylski wiatr odnowy. Podróże i zdarzenia inne, co jak huragan wpadły do mojego życia, przewróciły wszystko do góry nogami i wyleciały oknem, ustępując miejsca pozytywnej energii. Wszystko wygląda inaczej w tym "artystycznym nieładzie". Aż sama jestem zdziwiona, że nieporządek może być tak inspirujący...;P

W każdym razie- JESTEM!:D Znowu jestem. Naprawdę jestem. Jestem i mam chęć do działania...

No i motylki się znowu pojawiły:) Wcześniej niż zwykle! Nie w parkach i lasach, lecz zakamarkach mojego brzucha... Bo choć dopiero marzec, to Maj Przestępca jakby gdzieś się już skradał... I nagle kocham świat! Kocham ludzi! Kocham siebie...

Bo wszyscy wiosną wyglądamy jak sunshine dust!:)
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

A pająk lepką tka zasadzkę...

A pająk lepką tka zasadzkę...

czwartek, 21 lutego 2008 15:44:42
Kiedyś tyle miałam w głowie. Na "tak", na "nie" zawsze odpowiedź. Uśmiech nowy, twarz ciąż nowa. Na każdy głupi gest gotowa.
Kiedyś tyle miałam w głowie. Uciekałam i płakałam... Brałam wszystko na poważnie, to co dzisiaj jest nieważne...

Teraz mówię sercu, aby sercem było. Ta noc do innych, będzie podobna. Tyle, że cicho, chicho będzie przy mym boku...

Godzina mija za godziną. I już wiem, że spadnie deszcz. I drzewo znów się zazieleni. Choć milknie głos, co krzyczy we mnie, nie daje mi wytchnienia. Nie oceniam Cię, ani dobrze, ani źle. I nie pytam Cię, jak żyć. Wiem, że z Tobą będę aż do końca świata. Ty tylko BĄDŹ...

To nie jest hołd na moją cześć. Pomyśl tylko! Zaklęcia na papierze nic nie pomogą, to kurz, to pył, to piasek...

Ty nie musisz nic więcej, bo wszystko już jest. Wszystko już jest i to, co było i to, co będzie się zdarzyło. Tylko słów jest za dużo. te same sytuacje, tak nużą, nużą...

Wypełza z kątów straszna nuda. I nic wymyślić się nie uda! Jest cicho, cicho tak, że słychać jak pająk lepką tka zasadzkę...

PS: Włóż w Nas więcej zaangażowania, chęci i uczucia...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Jej wysokość Zadra...

Jej wysokość Zadra...

wtorek, 19 lutego 2008 22:02:55
Ponoć mężczyznę najlepiej zatrzymać... w ramionach! A co jeśli to nie skutkuje? Albo co gorsza, w inny sposób nie mam prawa tego robić? Pozostaje tylko się gdzieś zaszyć, rozpamiętywać wszystko i rozkładać na czynniki pierwsze oraz obowiązkowo ryczeć w poduszkę. Wersja dla bardziej zrozpaczonych jest wzbogacona o płytę z tzw. "pościelówami" i 4 opakowania czekoladek plus baton.

Na moje nieszczęście ta druga akurat dotyczy mnie i niekoniecznie zadowolona jestem z jej efektów ubocznych, dodatnio wpływających na moją, i tak już "kobiecą" figurę. Oczywiście dochodzi do tego zapchany nos, opuchnięte oczy i ból głowy, które pewnie przejdą do jutra. Ale to, co zachodzi w środku...

Mówią, że szczęście to nic innego, jak końskie zdrowie i kiepska pamięć. Jak na młodą, aktywną osobę przystało zdrowie mam całkiem-całkiem (więc w porządku), natomiast pamięć ma się równie dobrze...

Mimo, że pewne rzeczy można i nawet trzeba wybaczyć, to zawsze w sercu zostanie mała zadra. I mimo, że z czasem przestaje ona doskwierać, to wciąż tam jest. I kiedy dochodzi kolejna, to ta pierwsza przypomina o sobie i ból się kumuluje...

30% konfliktów jest efektem niewłaściwego tonu głosu. A ileż jest spowodowanych niewłaściwym gestem? Nie mówiąc już o niewłaściwym zachowaniu...

Wyniki tego typu badań są tak zatrważające, że nie podaje się ich do publicznej wiadomości. Ale ja i tak wiem. Ostatnio jakoś często tego doświadczam...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

O losie zdradliwy!

O losie zdradliwy!

wtorek, 19 lutego 2008 02:33:03
Mówią, że po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój. Ale nie dzieje sie to chyba tak hop-siup. Zmiany przychodzą stopniowo, powoli i nieśmiało zaglądają do okien...

To jest czas próby. Niby koniec jest już twojej nieszczęśliwej, złej passy, dziewczyno. Niby coś ruszyło. Niby zrobiłaś krok do przodu. Masz cele i konsekwentnie, lub mniej je realizujesz. Kochasz i jesteś kochana. Ale głupią byś była, gdybyś wierzyła, że tak ma już na zawsze pozostać...

O losie zdradliwy! Podstępnyś i niepewny... Bawisz się. Sprawdzasz, czy aby dość sprytna i myśląca, by pchnąć swoje szczęście dalej i w odpowiednim kierunku. Nie lubisz, gdy ma zbyt dobrze i ze spokojem rozsiada się w wygodnym fotelu teraźniejszości.

Tak perfidnie i bezczelnie staję się wtedy pewna siebie. Traci przez to swoją czujność, zasypia i nie zauważa, gdy rzeczy naprawdę ważne wyślizgują jej się z rąk...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: